wtorek, 10 października 2017

Epilog "Koniec jest zaledwie początkiem..."

Dziewczyna była na skraju wyczerpania. Wygrywała choć niemałym kosztem. Wszędzie było biało. Jeszcze chwila, a upadnie. Zawiedzie ich wszystkich! Babcie, dziadka..., Lloyda... Wiedziała że nie pożytkuje zbyt długo. Nagle poczuła na swoim ramieniu ciepłą i delikatną dłoń kobiecą. Upadła na kolana, a srebrna i czerwona energia zniknęły. Mary podeszła do swojej przeciwniczki i chwyciła ją za gardło. Sama Delphi czuła jak każda komórka jej ciała cierpi, a ona chciała tylko umrzeć.
- Czas zmienia życie w torturę. Czyż nie mam racji. - głos demonicy odbijał się echem po jej głowie. Nagle uścisk zelżał. Dianqing uchyliła oczy. Nad nią stała kobieta. Nie widziała jej twarzy, ale sama kobieta zdawała się promieniować delikatną białą poświatą. Potem już nic nie widziała...
***
- Delphi, Delphi...
Jakaś mała złota piłeczka jak uporczywa mucha latała nad jej głową. Chciała ją złapać więc wyciągnęła rękę lecz piłeczka wciąż jej umykała.
- Delphi...
A jednak! Piłeczka nie była piłeczką lecz parą okularów, a spod nich uśmiechała się twarz Cassidy Kisaragi. Kobieta uśmiechała się, a to co Delphi wzięła za okulary to w rzeczywistości była tylko parą jej szarych oczu. - Pani Kisaragi...Pani okulary...
- Eeeeee...jakby to powiedzieć...nie będą mi już pewnie potrzebne...zakładam je głównie do czytania, ale ciągle zapominam ich zdjąć. Dziewczyna nie rozumiała tego do końca, a jak próbowała myśleć to głowa ją bolała więc wolała by to Cassidy jej to wytłumaczyła.
- Gdzie jest Krwawa Mary? Znaczy się...ona nie umarła prawda?
- Nie. - odpowiedziała jej czarnowłosa. - Ona nie umarła. Nadal gdzieś tu jest i tylko Pierwszy Mistrz Spinjitzu rad jest wiedzieć gdzie on jest.
- Ilu poległo?
- Na nasze nieszczęście dość dużo. Nie żyją między innymi Elena, Roxy, Gabriela i kilku innych, ale na szczęście na przykład Sara lub Nevra przeżyła.
- Czy będę mogła się o coś spytać?
- Wal śmiało. Odpowiem na wszystkie chyba że uznam że jest racjonalny dowód na to że nie jesteś jeszcze gotowa by się tego dowiedzieć.
- A więc...gdy Mary siedziała w mojej głowie to słyszałam jej myśli. Bez przerwy tylko myślała o otwarciu portalu do jakiegoś wymiaru...Nightmare. Chyba tak się nazywał? O co w tym wszystkim chodziło? Co tam jest?
- Nie odpowiem Ci. Po pierwsze: nie byłam tam więc nie powiem Ci co za licho tam siedzi. Po drugie: dlatego że nie jesteś gotowa. Jesteś młoda i nie powinnaś się zamartwiać.
Delphi usiadła nadburmuszona jak małe dziecko i założyła ręce na piersi. Wolała by się tego dowiedzieć.
- Powiedzieć...
- Lepiej nie. - rzuciła okiem na coś co przypominało wystawę w sklepie ze słodyczami. - Wszyscy docenili twoje poświęcenie. Jestem prawie pewna że to panny Moonlight są odpowiedzialne za próbę przysłania Ci sedesu. Były najwyraźniej pewne że to Cię rozbawi. Ale lekarz uznał to za sprzeczne z higieną i skonfiskował ów dar. Lepiej się śpieszmy na przyjęcie, bo inaczej sami zjedzą całe ciasto.
Delphi wstała i ruszyła za Cassidy do wielkiego pokoju którego nigdy nie widziały, ale kto wie. Może Kisaragi go powiększyła swoją mocą. Dziewczyna raczej nie brała udziału w zabawie. W końcu poszła do pokoju gdzie była sama. Nagle usłyszała szept: i to potworny szept. Szept demona.
- Koniec to zaledwie początek...

Koniec

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Juhuuuuuuuuuu!*cieszy się jak dziecko* Hej, a jest tam kto?*puka w szybę* A teraz mam wolne. Pewnie nikt tego nie przeczyta...

Lloyd: Kitty ostatnio zajmuje się wszystkim innym, ale nie pisaniem rozdziałów.

Ja: A co wam do tego! Chcieliście wolne. 

Wszyscy: -_-

A więc jakby ktoś tego nie zauważył to jest epilog części 2 czyli "Mrocznej Strony Lustra", a niedługo będzie prolog części 3 "Korona Królowej Wampirów". Nie mam natchnienia na podsumowanie więc...eeeeee...Pa!

~Kitty~

poniedziałek, 2 października 2017

Rozdział 55 ,,Mroczna Strona Lustra''

Część 2  "Zachód Anioła Ciemności"


"Sny przepadły;
Północ nadeszła;
Ciemność jest naszym nowym królestwem."
(Piosenka "Angel of Darkness")

Ogień buchnął jak dziki. Mary rozłożyła ręce na całą szerokość ramion, a po jej ciele skrzyły się błyskawice.
- Już czas! Czas sądu ciemności i wiecznej północy! - wszyscy zebrani wokół czarownicy wiwatowali. Dziwna to były zgraja trzeba przyznać. Od pięknych, białolicych czarownic aż do brzydkich i szpetnych lub krwawiących potępionych dusz ludzkich. Niektórzy trzymali noże, miecze lub inne bronie których nie sposób opisać.
***
Cassisy przyjrzała się swojemu odbiciu w klindze katany. Schowała ją do pochwy.
- Już czas. - szepnęła mówiąc bardziej do czerwonego księżyca niż do siebie. Wyszła z domu na łąkę która oświetlana szkarłatnym światłem wyglądała przerażająco. Kobieta przemieniła się w wielkiego czarnego wilka i pobiegła przed siebie. Gdy stanęła przed Akiane znów przemieniła się. Nagle podbiegli do nich Acronix, Krux i Clouse.
- Próbowaliśmy szpiegować, ale nie wyszło. - mruknął zdyszany Clouse.
- Ledwo im uciekliśmy. - dodał Acronix.
- Ilu was zobaczyło? Jeden wojownik? Dwóch? - spytał ich Garmadon.
- Chyba raczej...cała armia. Oni tu idą! Mają ogromną przewagę w liczbie i uzbrojeniu! - zawołał Krux dysząc po biegu.
Zza pagórka można było dostrzec ogromną armię z wymiaru Nightmare. Na czele stała Mary mając na głowie hełm; taki sam jaki nosili bliźniacy czasu. Skierowała ostrze miecza w kierunku mistrzów, a dokładniej w kierunku Cassidy.
- To twój koniec Kisaragi! - krzyknęła na głos by mogła ją usłyszeć. - O tym tylko marzyłam. Od dobrych dziesięciu lat.
- E! To ma jakieś dziwne hobby. - mruknął na to Ronan.
- Naprzód! - krzyknęła Kisaragi i pobiegła w stronę Krwawej Mary, a mistrzowie za nią. Gdy LaGravis wydał bojowy lwi ryk ogromną armia z Chimy ruszyła. Kai wezwał Fen'a, wszystkich oślepiło szkarłatne światło i mistrz ognia po raz drugi połączył się ze swoim żywiołakiem. Mary dała znak swoim i oni też ruszyli. Gdy Kai wzbił się w powietrze w jego stronę poleciała cała horda strzał których unikał po mistrzowsku. Karlof za to będąc już cały z metalu odpychał różne dziwne stwory.
- Karlof nie znosi dziwnych stworków.
Ashara walczyła z trzema czarownicami; skakała i unikała czarów które rzucały na nią. Jednak nie zauważyła jednego i już już zaklęcie miało ją trafić gdy została odepchnięta przez Cassidy. Kobieta na nowo przyjęła postać wilka i biegła ile miała sił w łapach. Gdy biegła zauważyła martwe ciała swoich uczniów i innych poległych których z każdą miniętą sekundą przybywało; ze strony wroga jak i z ich.
- "Albo ich pomszczę albo zginę!" -  taka myśl przeszła jej przez głowę. Jej oczy przybrały kolor czerwony, a futro zaczęło się palić. Przed jej oczami mignęło całe jej życie: pierwszy dzień w szkole, to jak dostała od swego ojca katanę, pierwszy uczeń w jej klasztorze...w jej oku zakręciła się łza. Zatrzymała się. Mary była blisko. Tak samo jak i zemsta. To się miało wydarzyć już teraz. Dzieliły ich tylko sekundy, metry... Cassidy zawarczała, a sierść się jej zjeżyła na grzbiecie. Wszyscy nagle przerwali walkę, bo chcieli zobaczyć jaki będzie wynik bitwy. Wilczyca zawyła i skoczyła. Udrapnęła ją w policzek skąd leciała czerwona ciecz. Rzuciła zaklęcie na Cassidy, a ona nie zdążyła go uniknąć. Błyskawica trafiła ją w pierś i odrzuciła ją w miarę daleko. Już się nie ruszyła... 
- NIE! - wrzasnęła Akiane i rzuciła się z kataną na Mary. Znów czerwona błyskawica ugodziła Kramarik. Ona też się nie ruszyła.
- Nie! Babciu! - Delphi też chciała się ruszyć, ale Lloyd ją trzymał za rękę. Desperacja zrobiła swoje; wyszarpnęła rękę i ruszyła posyłając w stronę kobiety która przed chwilą zabiła jej babcię wiązkę srebrnej energi. Mary uczyniła to samo z tym że jej wiązka była czerwona. Przez chwilę srebro przewarzało nad czerwienią, ale Mary zebrała max mocy i Delphi musiała uważać by nie upaść. Pomyślała o tych wszystkich dla których zawsze walczyła...za Lloyda, za dziadka...i za babcię. Wystarczyła jedna myśl o niej, a moc Delphi się zwiększyła. Srebro ponownie wygrywało...ogromny błysk oślepił wszystkich...wiedzieli już kto wygrał. Anioł Ciemności tak jak zachodzące słońce zaszedł za horyzont...nie było po nim śladu...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ostatni rozdział i koniec dwójki...jak dla mnie rewelacja!
Lloyd: Kurczę!
Delphi:*wzrok bazyliszka*
Ja: No co chcieliście rozdział to macie.
Ronan: Ale nie taki dramat. -_-
Sirius: Zabiłaś Akiane!
Cyrus: I Cassidy!
Akiane i tak musiała wykitować...co do Kisaragi...
Lloyd: Nie spoilerój!
Jak coś to Epilog będzie jutro lub pojutrze(mam też nadzieję że nie zabijecie mnie za to że Akiane i prawdopodobnie Cassidy zginęły XD).
Bajo!
~Kitty~

sobota, 30 września 2017

PONAD 7,0000 WYŚWIETLEŃ BLOGA!!!!

Hejooooo! Pewnie zadajecie sobie zasadnicze pytanie: Kiedy rozdział i koniec tej części? Odpowiedź brzmi: Może jutro lub jeszcze dzisiaj. A teraz wracam do tematu jak pewnie mówi tytuł to ten blog osiągnął magiczną liczbę wyświetleń, bo ponad 7,0000. Ten blog nie jest jakiś wybitny; powiedziałabym raczej że marny. Z tej okazji(Jaka że mi okazja!)mam dla was dwie niespodzianki.

Wyciek Spoilerów!

Po co ten cały "wyciek"? Tak o! Przy takim najlepiej się bawię. Niektóre z tych spoilerów są prawdziwe, a inne nie. Sami oceńcie które są prawdziwe.
  • Lloyd będzie śpiewał w trzeciej części.
  • Cassidy i Cyrus będą razem XD.
  • Znów pojawi się Lila (kojarzycie ją pewnie z pierwszej części).
  • Zahamuje swoją wenę i nie będzie już nowych postaci.
  • Będzie coraz więcej retrospekcji.
  • Będą mordy i będzie coraz więcej krwi (Blood.C mi zapachniało XD).
  • Będą takie rzeczy typu zazdrość i kłótnie.
  • Będzie Ojciec Mateusz (Kurdę! Moja własna wyobraźnia mnie przeraża!).
  • Ronan się zakocha XD.
  • Wu zaprosi Misako (A jakże do licha!)na herbatkę.
  • PMS powróci.
  • Będą czarodzieje z Harry'ego Potter'a XD.
  • Chamille naszpikuje Lloyda eliksirem miłosnym.
  • Delphi się z kimś pobije.
  • Ashara zakocha się Cole'u i będzie się z Seliel o niego bić.
  • Neila się zakocha(Nie wiem w kim! Muszę wymyśleć!).
  • Delphi zyska kolejnego adoratora(Ten adorator prędzej się spotka z gniewem Lloyda XD.).
  • Wu i Garmadon będą się bić.
  • Cyrus będzie należeć do drużyny wojowników.
  • Będą elementy komediowe.
  • Powrócą Kitty i Vanessa(Te z Night Busu.).
Dość już tego wycieku! Wena mi się skończyła XD! Ale jak patrzę tak na niektóre pod punkty to nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. Po prostu niektóre są zboczone! A teraz druga część niespodzianki: mianowicie jest to zapowiedź mojego nowego opowiadania. 

                          "Rządy Ciemności"
Od obalenia ostatniej dynastii w Taharze minął miesiąc. Najgorszy i najciemniejszy miesiąc w historii! Ciemność ogarnęła wszystkie rejony krainy, a świat jest pod władzą Anioła Ciemności... Garstce ludzi udaje się uciec spod zdradliwych szponów mroku i chcą wznieść wielkie powstanie którym będzie kierować młoda dziewczyna imieniem Saya. Czy uda im się przywrócić w Taharze dawny porządek i ład? Kim jest tajemnicza "Ona" która kieruje nowym Taharyjskim Imperium Mroku? Kim w rzeczywistości jest Saya i jej przyjaciel Fimito? Tego się dowiecie w opowiadaniu!

Skąd taki pomysł? Kiedy słuchałam piosenki "Angel of Darkness" nie było odwrotu; w mojej głowie już się układała fabuła i bohaterowie. Nie wiem tylko gdzie go napisać myślę o Wattpadzie lub zrobię na to bloga. 
Pa-pa
~Wasza Słodka Kicia XD~


czwartek, 28 września 2017

Rozdział 54 ,,Mroczna Strona Lustra''

Część 1 Krwawy Księżyc 

Lecieli już dosyć długo i (co niektórzy) nie mogli sobie znaleźć żadnego pożyteczniejszego zajęcia; zwłaszcza Kelly Nakahara która okazało się później...że ma wybujałą wyobraźnię.
- W Sandomierzu Ojciec Mateusz worek maaaa. W tym worku są buraki i choć chce ojciec je zjeść. Nie może, bo w Sandomierzu burakowych sztuk brak. - śpiewała na głos. Cassidy była na skraju cierpliwości. Z jej włosów aż dymiło i to dosłownie.
- Daleko jeeeszczeee! - spytała Kelly.
- Tak. - syknęła Kisaragi siedząc po turecku siląc się na cierpliwość. - Czy chociaż przez pięć minut nie mogłabyś okazywać oznak życia? PIĘĆ...MINUT!
- W Sandomierzu...
- AAAAAAA! DALEKO JESZCZE?!
- Nie. - odpowiedział jej Lloyd.
- No nareszcie.
Wszyscy pobiegli na pokład. Wylądowali na pięknej oświetlonej łące porośniętej kwiatami. Łąka znajdowała się na skraju lasu prawdopodobnie iglastego. Wszyscy stali urzeczeni pięknem tego przeuroczego miejsca.
- Wow...chciałbym tu kiedyś zamieszkać. - wyznał Lloyd, a jeden z przelatujących motyli usiadł mu na palcu. Delphi wypatrywała babci z uwagą. Aż nagle usłyszała za sobą łagodny, dźwięczny jak stal kobiecy głos który rozpoznałaby nawet na końcu świata.
- Delphi...
- Babciu? BABCIU!
Po tych słowach rzuciła się na szyję starszej kobiecie z białymi włosami i rozświetlonymi błętnymi jak fala morska oczyma. Mimo dosyć podeszłego wieku wyglądała na młodszą niż była w rzeczywistości. Za ubranie służyło jej biało-błękitne kimono z granatowymi wykończeniami, a na nogach miała białe japonki. Gdy dziewczyna płakała ona ją tuliła. Ich włosy były tak rozwiane że nie można było rozpoznać gdzie się kończyła twarz Akiane Kramarik, a gdzie zaczynała się Delphi. Gdy się rozdzieliły Zielony Ninja który przyglądał się tej scenie od razu chwycił podobieństwo babki do wnuczki. Były jak dwie krople wody! Gdyby Akiane była w wieku Delphi miałby trudności z odróżnieniem ich od siebie. Nagle do obydwu kobiet podszedł mężczyzna w podeszłym wieku z siwymi włosami które kiedyś pewnie były blond i zielonymi oczami oraz kimono. Możecie mi wierzyć albo nie, ale Akiane i ten mężczyzna wyglądali jak Lloyd i Delphi za jakieś 40 lat (trzeba również wziąć pod uwagę że Mistrzowie Żywiołów wolniej się starzeją). 
- Lloyd to jest Akiane moja babcia i Sirius mój dziadek. - Delphi przedstawiła swoich dziadķów ukochanemu. - Babciu, dziadku to Lloyd Garmadon mój*zarumieniła się XD*ekchem...chłopak.
- Dzień Dobry miło poznać. - odpowiedział młody Garmadon. Sirius nie wyglądał na zadowolonego. -,,O co mu do diaska chodzi?!''
- Ach...więc to Ty jesteś ten słynny Lloyd Garmadon. Wiele o tobie słyszałem i o twoich czynach. - mruknął Kramarik ze zimnym uśmiechem który nie był wesoły. Przekręcił oczami i odszedł tak jak jego żona. Lloyd podszedł do Delphi ze znaczącym wzrokiem.
- On mnie nie lubi. - zakomunikował. Białowłosa uśmiechnęła się krzywo w jego stronę.
- On nie znosi wszystkich chłopców. Nie schlebiaj sobie.
***
- Och Sirius. Przestań być zły tylko dlatego że Delphi kogoś sobie znalazła...
- Ale ja nie mam do tego chłopaka zaufania...!
- Wybór należy do Delphi!
Sirius i Akiane się kłócili od dobrej godziny. Akiane miała zupełnie przeciwne zdanie do zdania męża.
- No, ale mogła sobie znaleźć innego chłopaka! W morzu jest pełno ryb...!
- A ona wybrała akurat te jedną. - Kramarik usiłowała zachować spokój i ciągnąć te rozmowę. Może coś z niej wyniknie? - Złościłbyś się tak przy KAŻDYM CHŁOPAKU.
Sirius nie mógł znaleźć żadnej riposty więc zaczął się przechadzać po pokoju.
  ***
Była piękna noc z pełnią księżyca. Lloyd i Delphi siedzieli pod drzewem wiśni i oglądali gwiazdy.
-..., a ta wygląda jak królik. Widzisz jego ogonek?
- A ta wygląda jak dwa ogiery walczące o klacz. Nigdy dotąd nie patrzyłem w gwiazdy.
- Naprawdę?! -  Lloyd jej przytaknął. -  Ja i babcia robiłyśmy to bardzo często...
Lloyd przesunął się bliżej Delphi i położył rękę na jej policzku. Dziewczyna uśmiechnęła się łagodnie i pocałowała go w czoło odgarniając przy tym kosmyk włosów. Młody Garmadon zarumienił się na całej twarzy. Spojrzał w górę i zmarszczył brwi.
- Delphi...czy księżyc powinien być czerwony? - spytał z poważną miną. Uśmiechy zniknęły z twarzy zakochanych. Zmartwili się nie na żarty.
***
Krwawa Mary uniosła wzrok na dokładnie ten sam czerwony księżyc. Teraz miało się to stać. Dopełnić jej przeznaczenie. Ogień rozświetlał noc, a wiatr targał jej długimi czarnymi włosami...

            ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jestem kurczę blade! 
Delphi: Kitty zła, bo jutro test z niemieckiego. Lepiej jej nie denerwować.
Lloyd: Świetne zakończone! Brawo!*klaszcze w ręce*
Wiem, wiem. Ociągam się strasznie i pewnie nikt tego nie przeczyta, ale chcę tylko przestrzeń że moja aktywność może być znikoma jeśli nie zerowa. Mam sporo w szkole i chcę się w tym roku bardziej przyłożyć do nauki. Jeśli to czytacie to chcę powiedzieć że to prawie koniec części; jeszcze tylko dwa-trzy rozdziały+Epilog. 
I mam dla was coś. Nie wiem dlaczego po co to wstawiam, ale mam już taki charakter paplania o niczym.
Po co wstawiam ,,Angel of Darkness''? Pojęcia nie mam! Ale jakoś ta piosenka mi się właśnie z tą częścią kojarzy XD.
To ja się z wami żegnam.
~Kitty~


środa, 13 września 2017

Rozdział 53 ,,Mroczna Strona Lustra''

,,Żegnaj!''


,,Drzewo czereśni potrzebuje innego drzewa, aby rosnąć i dawać owoce. Tak jak człowiek gdy kocha-rozkwita.''
                             Magdalena Witkiewicz
,,Czereśnie zawsze muszą być dwie''

Delphi płakała ukrywając twarz w dłoniach, a błyszczące łzy kapały jej spomiędzy palców. Żałowała wszystkiego. Swojego pochodzenia i to że się urodziła. Najchętniej by cofnęła się w czasie i niedopuściła do swoich narodzin. Spojrzała na swoje odbicie i znów zobaczyła w nim swego demona.
- ZOSTAW MNIE! MASZ MNIE ZOSTAWIĆ ZAWSZONY DEMONIE! - odbicie się tylko na to uśmiechnęło szyderczo i przemówiło głosem Mary.
-Żegnaj! - odbicie chwyciło nóż i zaczęło sobie na ramieniu wycinać słowo ,,Żegnaj'', a Delphi wbrew woli robiła to samo. Krzyczała przy tym wniebogłosy jakby ją ze skóry obdzierano. Gdy skończyła upuściła nóż, a na jej ramieniu widniała rana z której sączyła się krew, a jej zapach był nie do zniesienia. W jej głowie znów zrodziły się te wizje. Znów brzęczenie łańcuchów i głos.
- JESTEŚ ZŁA! POGÓDŹ SIĘ Z TYM!
- Nie...
TWOJE PRZEZNACZENIE TO STAĆ PRZY BOKU OJCA!
- ...Nie...
NIE WYPRZESZ SIĘ SWEGO DZIEDZICTWA!
- ...Nie, Nie, Nie, NIE!
Dziewczyna wykrzesała w sobie resztki siły by wstać, wziąć zamach i z pięści zbić lustro. Jej dłoń z miejsca zaczęła krwawić. Upadła na kolana i poczuła że słabnie z każdą chwilą. Prawa ręka jej krwawiła i usłyszała znów głos. Ale bynajmniej nie należący do jej ojca czy potwora wewnątrz niej.
- Na twoim miejscu wbiłbym sobie jeden z kawałków w serce i to zakończył ty idiotyczna laleczko.
Dianqing chwyciła kawałek szkła. Ten ból był nie do zniesienia! Pora to zakończyć! Zaraz się pożegna z tym światem! W jej umyśle było coraz ciemniej. Nic dla niej nieistniało poza tym przeklętym bólem i demonicznym rechotem. To coś do niej powiedziało; niby prostą frazę, ale przerażająco i nadal nie przestając rechotać.
Dobranoc!
                        ***
Śniła. Była w ciemnym lesie. Zamiast trawy rosło coś kłującego i czerwonego. Ciernie! Spośród kłującej roślinności dostrzegła...siebie. Leżała, a otaczała ją kałuża krwi. Spanikowała. Myślała że to dusza patrzy na swoje martwe ciało. Bała się że za chwilę zobaczy tunel i światło na końcu. Nagle scena się zmieniła. Ze wszystkich stron otaczał ją czerwony płyn. Zaczynała się topić. Próbowała wynużyć się na powierzchnię, ale im dłużej pływała tym bardziej się przekonywała że tu nie ma powierzchni. Jakaś siła spychała ją na dół. Powoli zaczęło ją ogarniać zmęczenie. Zachłysnęła się. To był już jej koniec. Dosłyszała w głowie słowo ,,Żegnaj''...
***
- Delphi. Czy wszystko w pożądku?
Żyła! Ale jak to możliwe?! Przecież wbiła odłamek w serce! To nie miało sensu! Poczuła na swojej dłoni inną dłoń. Ciepłą i delikatną. 
- Delphi. Obudź się. - powiedziała do niej Misako łagodnym głosem. - Wszystko w pożądku.
Dotknęła swojej głowy którą owijały bandaże. To samo było z prawą ręką i lewą nogą. Otworzyła oczy i zobaczyła szmaragdowe oczy matki Lloyda. Poczuła ogromną radość zmieszaną ze strachem. 
- Lloyd się ucieszy że odzyskałaś świadomość. Martwił się.
- Ile już tu leżę?
- Trzy dni. Wczoraj był tu lekarz i powiedział że jeśli nie ockniesz się dzisiaj to się nie obudzisz już nigdy... Lloyd przepłakał całą noc. Bardzo się o Ciebie bał że umrzesz...
- Ale żyję...jestem cała...
- I to można uznać za cud. Lekarz mówił że jest tylko kilka marnych procent że przeżyjesz. Ale nie ma co gdybać...żyjesz i to jest najważniejsze.
Nagle za nimi otworzyły się drzwi.
-  O wilku mowa. - szepnęła Delphi. Do pokoju wszedł Lloyd. Jego włosy były lekko potargane, a oczy podkrążone ze zmęczenia. Wyglądał jakby nie spał. Od razu rzucił się jej na szyję.
- O rany...to cud...myślałem że... - nieopisana radość która w nim była nie pomagała mu pewnie w wypowiedzeniu pełnego zdania. Misako uśmiechnęła się na tę scenę. Delphi i Lloyd tak bardzo przypominali ją i Garmadona za młodych lat...
- To może ja wyjdę...nie będę wam przeszkadzać.
Nadal się uśmiechając chwyciła klamkę i wyszła. Młody Garmadon właśnie w tym momencie puścił dziewczynę. Spojrzał jej prosto w oczy. Jego twarz rozświetlił uśmiech.
- Bardzo się martwiłem...myślałem że umrzesz...nie wiem co bym począł gdyby Ciebie nie było...
- No tak co byś Ty beze mnie zrobił. - powiedziała na to białowłosa bez śladu skromności.
- Widzę że dawny humor wraca. Ale dlaczego to zrobiłaś? - jego twarz nagle spoważniała. - Czemu chciałaś się zabić?
Oblicze dziewczyny posmutniało. Ukryła je w dłoniach by nie było widać że płacze.
- Żałowałam wszystkiego. Nie chciałam żyć. Chciałam zakończyć to wszystko. Myślałam że dobrze robię. Że nie jestem nikomu potrzebna.- chłopak objął ją ramieniem. Nie był dobry w pocieszniu. To wiedział już na pewno. Uśmiechnął się do niej.
- Dla mnie jesteś ważna i to się nigdy nie zmieni.
To najwyraźniej pocieszyło dziewczynę która się wtuliła. Jej długie, białe włosy łaskotały wybrańca w policzki. Za sobą usłyszeli że ktoś otwiera drzwi.
- Najwyraźniej w czymś wam przeszkadzam. - mruknął za ich pleców Sensei Garmadon.
   ***
Ronan siedział na schodach i przyglądał album za zdjęciami. Na jednym z nich był on sam i Jeff gdy go uczył grać w piłkę nożną. Na jeszcze innym on, Emara i Jeff robili głupie miny. Trzecie nie poprawiło mu humoru. Był to też on gdy miał trzy latka i wywalił się z trójkołowego rowerku. Na sąsiednim za to mama bandażowała mu nogę. Pamiętał też że zawsze mu mówiła że we wszystkim trzeba dostrzegać dobro. Teraz po tym co jego brat zrobił ich rodzinie nie wierzył już w to. Z każdym dniem narastała w nim chęć zemsty. Nie wiedział jednak co się stało z jego siostrą. Gdy był w domu dziecka miał nadzieję że uciekła Jeff'owi i prowadzi normalne życie. Teraz nie był tego taki pewien. W bardzo młodym wieku jego poglądy na świat się drastycznie zmieniły. Wiedział że nie może się poddać i musi dbać przede wszystkim o siebie. Nadal jednak miał przy sobie Pana Mourice'a-pluszaka którego Emara dała mu zanim zniknęła. Wyjął go i wrzucił do rzeki która była nieopodal. Wiedział że to nic nie da i że przeszłość dalej będzie taka sama, ale chciał się pozbyć jedynego dowodu na to że Jeff the Killer to jego brat. Przypomniał sobie o albumie. Szkoda mu było pamiątki rodzinnej, ale jak mus to mus; album spotkał ten sam los co Pana Mourice'a. Patrzył jak pamiątki z dzieciństwa odpływają i w końcu toną w błękitnej toni wody. 
***
Delphi otworzyła oczy. Była północ, a ona wciąż nie spała. Coś jej nie dawało spokoju. Spojrzała w lustro i się uśmiechnęła. Wiedziała już co trzeba robić i chwyciła nożyczki które leżały nieopodal.
***
Była ósma rano i wszyscy czekali na Delphi przed drzwiami. Kisaragi stukając nerwowo nogą spojrzała na zegarek.
- Lepiej by się pośpieszyła. Za chwilę pójdziemy do Akiane bez niej.
- Już jestem. - odpowiedział jej melodyjny głos za nimi. Zdębieli gdy zobaczyli Delphi. Prawie jej nie poznali. 
- Co zrobiłaś że swoimi włosami?
- ŚCIEŁAŚ JE NA KRÓTKO!
Bo to była prawda. Włosy Dianqing nie były już długie sięgające jej za pas, ale krótkie sięgające najwyżej do ramion. 
- No i co fajna zmiana?
- JA BARDZO LUBIŁAM TWOJE WŁOSY! Choć i tę nie są złe.
- Ja Cię prawie nie poznałem. - mruknął Ronan po czym zarobił w tył głowy od Lloyda.
Delphi zaśmiała się na to. Poraz pierwszy w życiu już niczego się nie bała. Była gotowa na wszystko co stanie na jej drodze. Bo w końcu była Silver Delphini Akiane Dianqing. Srebrną Mistrzynią Spinjitzu i potomkinią Akiane Kramarik.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Juhuuuuuuuu!!!! Napisałam!!!! Powinnam częściej czytać creepypasty! Wena zasuwa mi wtedy jak szalona. A jest tam kto*odpowiada jej echo*. No cóż być może nikt tego nie przeczyta, ale jestem przy końcu części 2 😊.  Jeszcze tylko dwa-trzy rozdziały. 

Ronan: I wtedy będę mógł odpocząć?

Ja: Być może...

Ronan: Ech... -_-

Pamiętam jak pierwsz raz wcisnęłam ,,Opublikuj''...myślałam że nikogo to nie zainteresuje i że nikomu się to nie spodoba. A tu proszę...ponad 7.000 wyświetleń bloga i trzech obserwatorów.

Auf Wiedershen

~Kitty~